|
|
*** 2007-06-20 00:12:31
ja potrafię kłamać
ona umie
zmącić ciszę
wibrującym krzykiem
ja potrafię dotknąć
ona umie uderzyć
dłonią
słowem
jesteśmy złączeni
krzywdą
złością
ciałem
ona potrafi być
potokiem łez
ja umiem
zamknąć obojętność
w zwężonych źrenicach
ona nie chce poczuć
a ja nie potrafię
jesteśmy zmęczeni
hałasem
ciszą
obecnością
skomentuj (4)
*** 2007-06-18 20:52:17
"No i łzy.
A, to ty?
Szkoda mi,
byłyby
i brzoskwinie...
biały ptak...
a tu tak:
czarny mak,
ciemny smak,
jak po winie."
skomentuj (0)
(...)
I znalazł drogę do mnie jakiś ciemny, czarny smutek.
Ten smutek dopiero teraz wylewa się łzami.
- Widzisz, Maciek - teraz płaczę. Bo ty mi pierwszy powiedziałeś, że nie tak to powinno wyglądać. Bo ci zazdroszczę, że przeżyłeś inną młodość. Mnie się wydawało, że jestem wolna i szczęśliwa, a to była destrukcja. I powiedziałeś, że szkoda, że nie poczekałam na ciebie. Skąd mogłam wiedzieć, że można tak długo czekać? No skąd? Jak to możliwe, że w mojej młodej głowie ułożyła się idealnie odwrotna hierarchia wartości?
- Czy ty kogoś kiedyś kochałaś?
- Nie wiem. Chciałam mieć. To była silna potrzeba. Żadne wzniosłe uczucia. Nawet nie pożądanie. Chęć zawłaszczenia. Stan posiadania.
- Ale to oni mieli ciebie, nie ty ich.
- Myślałam, że jest odwrotnie.
Maciek! Co mogę ci dać! Powiedz! Bardzo bym chciała być dla ciebie kimś niezwykłym.
Co powinienem zrobić? Co mogłem powiedzieć?
Tak naprawdę niezwykła będzie dla mnie kobieta, z którą się ożenię, która urodzi moje dziecko, z którą spędzę życie aż do późnej starości, do śmierci. I ona nią na pewno nie będzie. Czy to znaczy, że nie była dla mnie wyjątkowa? Bzdura.
Zagubieni w sieci symboli, znaczeń, sygnałów, zachowań, stereotypów.
Kto decyduje o tym co jest porządkiem, a co jego brakiem? W końcu nie zdążyłem jej powiedzieć za jak bardzo nieistotne uważam nasze ludzkie przywiązanie do mieszczańskiego porządku obyczajowego. I że kocham ją razem z jej smutkiem.
skomentuj (2)
Spokój 2007-03-20 20:48:59
Moje życie jest poukładane i spokojne. Przewidywalne i nudne – mówią niektórzy. Nie jestem typem zapiekłego we własnych frustracjach starego kawalera. W ogóle nic nie mam ze starego kawalera i wszelkie moje wypowiedzi, w których poruszam ten temat należy traktować jak żart, autoironię. Przedwczesną, naznaczoną lękiem.
Wali się. Sypie.
Ta niespodziewana wiosna.
Znowu ta przeklęta szczupła dłoń o długich palcach dotknęła mojej dłoni. I znowu była niedziela. I padał deszcz.
Nie ma we mnie złości, nienawiści, żalu. Jest przerażający spokój i bezwład.
Zawsze od razu myję kubek po kawie. Zawsze wysypuję popiół z popielniczki przed pójściem spać. Nie zostawiam skarpetek i gaci w łazience. Spłukuję zgolony zarost z umywalki. Znajduję czas na zabawy z Żulikiem. Moje życie jest poukładane i spokojne.
skomentuj (18)
*** 2007-03-10 19:33:28
Nie miałem zamiaru zakochać się tej zimy,
ale niespodziewanie,
podstępnie
nadchodzi wiosna.
skomentuj (2)
Zdjęcie 2007-03-10 10:54:58
Spędziłem wiele godzin przed komputerem, poszukując w sieci informacji o Rosji. Wiedzieliśmy już jak dojechać do Moskwy. Mieliśmy też pewien pomysł dotyczący tego, gdzie zatrzymać się na dwa tygodnie. Moskwa jest jedną z najdroższych europejskich stolic i czternaście dni w hotelu było poza naszymi możliwościami finansowymi. Okazało się jednak, że w Moskwie można za nieduże pieniądze wynająć pokój u miejscowej rodziny. Przeglądaliśmy z Ada ogłoszenia, wysyłaliśmy maile sprawdzając warunki, ceny i lokalizację. Była to zresztą dla mnie solidna powtórka z rosyjskiego. Kupiliśmy nawet używaną klawiaturę z rosyjską czcionką, w którą stukałem dwoma palcami starając się nie robić zbyt wielu błędów ortograficznych. Uczyłem też Adę podstaw języka.
Nie byłem pewien w jaki sposób Ada ma zamiar odnaleźć swojego ojca. Tak naprawdę nie miała nawet pewności czy żyje. Znała jego imię i nazwisko. Miała jedno zdjęcie. Był na nim mniej więcej trzydziestoletni mężczyzna. Z całą pewnością była do niego podobna, miała jego oczy i jeszcze coś nie do końca uchwytnego – kształt ust, a raczej charakter uśmiechu.
Ada twierdziła, że poszukiwania zacznie po prostu przeglądając na miejscu książkę telefoniczną. Bałem się, że się rozczaruje. Pytałem ją wielokrotnie czego oczekuje po ewentualnym spotkaniu. Wyglądało na to, że Borys Jurewicz nie dowiedział się nigdy, że matka Ady była w ciąży. Zastanawiałem się jak wielkim szokiem może być dla człowieka po pięćdziesiątce nieoczekiwane spotkanie z młodą kobietą z Polski twierdzącą, że jest jego córką. Mówiłem Adzie, że może się okazać, że jej ojciec ma rodzinę, dzieci w podobnym do jej wieku, poukładane życie, którego zakłócenie niekoniecznie musi mu się spodobać.
Borys Jurewicz ze zdjęcia miał na sobie teatralny kostium, a w tle widać było jakieś niewyraźne dekoracje. Ada powiedziała, że oglądając to zdjęcie wiele razy zastanawiała się czy jej ojciec był aktorem. Dziwiło mnie, że wszelkie pytania, które Ada zadawała swojej matce na ten temat, były zbywane i kwitowane zawsze tym samym: „o tym człowieku, córeczko, nie będziemy nigdy rozmawiać”. Z krótkiego stwierdzenia można było wyciągnąć co najmniej niepokojące wnioski. Byłem prawie pewien, że matka Ady została w jakiś sposób skrzywdzona przez „tego człowieka”. Co mogło się zdarzyć, że młoda kobieta w ciąży, kończąca medycynę, przed stażem i bez pracy nie zdecydowała się nawet na poinformowanie o ciąży ojca dziecka?
- Wszystko mi jedno, czego się dowiem – mówiła Ada. – Muszę tam pojechać i choćby spróbować go znaleźć. Od zawsze tak to planowałam. I to jest najwłaściwszy moment.
Kończyła studia, zaczynała całkiem już dorosłe życie. Nie dziwiło mnie, że chce wiedzieć jak przeżył je jej własny ojciec.
skomentuj (4)
Normalny 2007-03-09 18:29:31
Poszedłem dziś do pracy. Jak mogliście zauważyć - siedzenie w domu i chorowanie źle na mnie wpływa. Zaczynam kłaść się spać o czwartej nad ranem, upijać się i kłócić z ludźmi. Absolutna degeneracja ;-D
Dlatego poszedłem dziś do pracy. Do szkoły, w której w zasadzie lubię być nauczycielem.
I od razu wszystko wróciło do normy. Dzień się uporządkował, głupie myśli zniknęły, Maciek Cebula stał się znowu normalnym Maćkiem Cebulą (przepraszam, zapomniałem, że w ramach tego powrotu do normalności miałem przestać pisać o sobie w trzeciej osobie).
A teraz przede mną - mimo, że jestem bardzo niewyspany - wieczorna sesja pisania. Z przyjemnością.
skomentuj (3)
Pijany 2007-03-09 01:11:48
Maciek Cebula wrócił do domu w stanie wskazującym na spożycie więcej niż dwóch piw.
"Jedno, góra osiem".
Jest rozżalony i ma nadzieję, że nad ranem pojawi się anioł ze szklanką wody oraz aspiryną, oraz zapewnieniami o dozgonnej miłości. Bo w końcu Jerzemu Pilchowi się ten anioł objawił. A Jezry Pilch jest starszy i zdecydowanie mniej atrakcyjny od Maćka Cebuli.
Maciek Cebula wie doskonale, że nic takiego nie nastąpi. W związku z tym stwierdza, że życiu CHWILOWO brakuje głębszego sensu.
Mimo wszystko kładzie się spać.
Bo pstanawia, że to najlepsze wyjście z sytuacji.
Dobranoc Paniom i Panom!
skomentuj (2)
Bułat Okudżawa - Piosenka o robaku (przeł. Ziemowit Fedecki)
To rzecz doprawdy niesłychana, żeby
Na taki pomysł zwykły robak wpadł:
Zapragnął naraz ujrzeć siódme niebo,
Zapragnął oddać komuś cały świat.
Od dawna tak dokoła było pusto,
Powszednie wszystko stało się i mdłe,
I wtedy robak stworzył sobie bóstwo
Na obraz i na podobieństwo swe.
Nie drżała ziemia, w niebie znak nie gorzał,
Tylko się lekko rozstąpiła mgła,
Kiedy ją wreszcie dnia szóstego stworzył
I ujrzał, jak w paletku lichym szła.
Czym prędzej, nie czekając na nic więcej,
Do domu swego zaniósł ja przez próg,
Pocałunkami ogrzał zimne ręce
I pantofelki stare zdjął jej z nóg.
A cienie ich zawisły ponad progiem,
Na dalszą drogę już nie miały sił.
Tak piękne i tak smutne jakby bogiem,
Jakby człowiekiem każdy z cieni był.
skomentuj (0)
Rosja kojarzyła mi się zawsze z tandetnymi produktami sprzedawanymi na bazarach przez panów w dresach i panie ze zdecydowanie zbyt ostrym makijażem. Kojarzyła mi się też z wielką literaturą, gigantami w rodzaju Dostojewskiego czy Tołstoja, z jednym z ulubionych poetów – Jesieninem, z Wysockim, przez którego w ogólniaku starałem się nauczyć podstaw rosyjskiego, z Okudżawą, którego pieśni przez wiele miesięcy słuchałem zasypiając. Załapałem się jeszcze na rosyjski w szkole średniej. W większości szkół królował już wtedy angielski, ale w mojej jeszcze przez jakiś czas zostało po staremu. Mieliśmy zresztą wspaniałą rusycystkę, dzięki której do dziś potrafię wyrecytować z pamięci krótkie fragmenty „Eugeniusza Oniegina” albo zaśpiewać niezbyt cenzuralną, studencką piosenkę.
Poza tym, jak każdy człowiek, który ogromną i różnorodną Rosję zna głównie z gazetowych reportaży i filmów dokumentalnych, wyobrażałem ją sobie jako kraj wielkiej nędzy i równie wielkiego bogactwa. Kraj gościnny, ale i niebezpieczny. Kraj mafijnych powiązań, przynoszących gigantyczne pieniądze i „biezprizornych” – dzieci żyjących w grupach na ulicy.
Dlatego, kiedy Ada oświadczyła, że chce tam pojechać, byłem zszokowany. Zastanawiałem się jak zorganizować taki wyjazd.
- Chcesz pojechać z jakimś biurem podróży? – zapytałem. – Na wycieczkę? Żeby zwiedzać?
- Nie. Zupełnie na własną rękę – powiedziała spokojnie. – Pociągiem.
- Dokąd?
- Do Moskwy.
Przypomniałem sobie, że ojciec Ady poznał jej matkę właśnie w Moskwie. I chyba tam mieszkał.
- Chcesz szukać ojca?
- Może – wzruszyła ramionami. – Chcę zobaczyć miasto, w którym moja matka była szczęśliwa. – Ada zmrużyła oczy i przygryzła dolną wargę. Zamyśliła się na chwilę. – Maciek, chciałabym cię prosić, żebyś pojechał tam ze mną. Możesz?
Mogłem, zaczynały się wakacje, miałem przed sobą prawie dwa miesiące wolnego, ale taki wyjazd na wariackich papierach wydawał mi się niebezpieczny.
- Na pewno nie chciałbym, żebyś jechała sama.
- W takim razie nie masz wyjścia.
- Ale ja nic nie wiem o tym kraju! – uświadomiłem sobie, że nie mam najmniejszego pojęcia o tym, jak się tam dostać, ile kosztują bilety na pociąg, gdzie mieszkać w Moskwie i ile pieniędzy będzie nam potrzebne.
- Za to ja wiem dużo – Ada wstała z fotela i zaczęła zdejmować z półki jakieś ksiązki. Były to mapy i przewodniki. – Zaraz ci wszystko pokażę. Poza tym całą masę przydatnych informacji można znaleźć w Internecie. Tylko nie zawsze po angielsku.
- Ja znam trochę rosyjski. Mógłbym ci pomóc.
- Świetnie – z radości prawie podskoczyła. – Świetnie! Nawet nie wiesz jak się cieszę!
Ja też cieszyłem się, że to ona prosi mnie o coś, że mogę być przydatny. Przede wszystkim jednak cieszyłem się, że będę mógł spędzić z nią więcej czasu. Przez ostatnie tygodnie żyłem w ciągłym, nieuświadomionym napięciu, bałem się, że to wszystko w każdej chwili może się skończyć.
- Ile czasu chcesz tam spędzić? – zapytałem Adę.
- Jakieś dwa tygodnie – odpowiedział. Na jej twarzy pojawiły się lekkie wypieki. I ta radość w oczach!
- To się da zrobić. Byle do połowy sierpnia. Później muszę być kilka razy w szkole.
Zaczęło się wielkie planowanie.
skomentuj (0)
8 marca 2007-03-08 13:25:08
Moja mama dostawała goździki i rajstopy :-D
Ja życzę wszystkim kobietom wiosennych radości i wielkiej miłości.
Nie rozumiem dlaczego ten dzień jest traktowany jak jakiś PRL-owski przeżytek. To dobre i potrzebne święto. I ja je obchodzę.
Taki jestem dziś feministycznie nastawiony do świata.
Może zapiszę się do Partii Kobiet?
;-)
Pozdrawiam Was WSZYSTKIE jeszcze raz, ciepło!
skomentuj (3)
Dopadła mnie ta przykra dolegliwość.
Co robi dwudziestodziewięcioletni (prawie) Maciek Cebula w nocy?
Czyta "Randkę w ciemno" Kosińskiego.
Albo słucha Pidżamy Porno.
Grzebie na youtube. Szuka rosyjskich kiczowatych piosenek, które pamieta z pobytu w Rosji (może wklei kilka linków później).
Czyta blogi.
Czyta poetów ukochanych we wczesnej młodości licealnej i zastanawia się - o co mu do cholery chodziło!!!
Pali papierosy.
Pije wodę z kranu.
Ogarnia wzrokiem bałagan w mieszkaniu. Ogarnianie wzrokiem trwa jakieś dwadzieścia minut. Maciej Cebula nie myśli w tym czasie o niczym szczególnym.
O północy dzwoni do koleżanki, która robi sobie przerwę w nocnym pisaniu doktoratu.
Zastanawia się czy nie zapuścić włosów do połowy pleców.
Dwa razy myje zęby. Nie lubi smaku po papierosach.
Rozwiązuje krzyżówki na czas. I bije własne rekordy!
Ogląda zdjęcia pornograficzne w internecie.
Próbuje w myślach powiedzieć całą "Wielką improwizację".
Przez chwilę zastanawia się nad zderzeniem kultury wysokiej (Mickiewicz) z ginekologiczną (porno w internecie).
Pisze bloga.
Ledwo widzi na oczy.
Odbiera telefon od koleżanki od doktoratu.
Dalej pisze bloga.
Pali papierosy na balkonie.
Ogólnie za dużo pali.
Zastanawia się co ostatecznie dzieje się w tej sekundzie z Adą. I gdzie, i z kim ona teraz jest. A zwłaszcza co robi.
Staje przed lustrem i mówi: "jesteś spoko ziom".
Stwierdza, że brak snu źle na niego wpływa.
Żegna Państwa serdecznie, do jutra.
skomentuj (3)
Od czasu mojego wyznania wszystko zaczęło się zmieniać. Tak jakby słowa „kocham cię” przywiązały do mnie Adę niewidzialną nicią. Z jej ust nie padła żadna deklaracja. Wiele razy zapewniałem ją o swoim uczuciu z nadzieją, że usłyszę „ja ciebie też”. Nie powiedziała mi tego w czerwcu. Ani w lipcu.
Czerwiec był zresztą miesiącem szczęśliwym. Mogłem do woli cieszyć się obecnością Ady. Bywałem u niej bardzo często. Na tyle często, że mój kot praktycznie wyprowadził się do sąsiada. Pan Kazimierz, samotny emeryt z mojego piętra, uwielbiał Żulika i - kiedy było trzeba – z przyjemnością się nim zajmował. Mogłem zostawić kota na popołudnie i wieczór. Pan Kazimierz zaglądał wtedy do niego i karmił pręgowaną bestię. Kiedy jednak przestałem wracać na noc, Żulik wędrował do sąsiada. Paskudnie się wtedy roztył.
Ada kończyła swoją pracę magisterską, a ja byłem wniebowzięty poprawiając jej literówki i inne drobne błędy. Byłem wiernym czytelnikiem tych naukowych, często niezrozumiałych dla mnie, psychologicznych wywodów. Były to zagadnienia związane z psychologią dziecięcą. Doszedłem wtedy do wniosku, że edukacja psychologiczna, którą zaserwowano mi w ramach przygotowania do zawodu nauczyciela, była śmiesznym zbiorem powszechnej ludzkiej wiedzy okraszonej zaledwie naukową terminologią.
W drugiej połowie czerwca nie miałem już zbyt wiele pracy w szkole, zostałem więc osobistym sekretarzem Ady. Zbierałem porozrzucane kartki, w stosie książek wyszukiwałem te odpowiednie, przynosiłem kawę. Wszystko z pełnym zachwytem. Ada była ambitna – pracowała z ogromnym zacięciem, martwiąc się przy tym, że jej promotor nie wyraża zbyt wielu krytycznych opinii. Bardzo ją to niepokoiło.
Któregoś dnia, kiedy ostatni rozdział był już skończony, poprawiony i wysłany mailem do promotora, zapytałem Adę o jej plany związane z szukaniem pracy.
- Nigdy mi nie mówiłaś co konkretnie chciałabyś robić po studiach. Chcesz pracować z dziećmi?
- O nie! – odparła stanowczo. – Ja się do tego nie nadaję. Czy ty uważasz, że mam w sobie ciepło, opiekuńczość, te wszystkie cechy, dzięki którym można nawiązać z dzieckiem odpowiedni kontakt?
- A nie masz?
- Ja się dzieci boję.
- To co będziesz robić? – zapytałem zdziwiony.
Ada wstała z fotela i jak zwykle w sytuacjach, w których czuła się niepewnie, zajęła się porządkowaniem czegoś, co akurat znajdowało się w okolicy i wymagało uporządkowania. Najczęściej było to mycie naczyń. Tym razem zbierała ksiązki z biurka i ustawiała je na regale.
- Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia – powiedziała. – Myślałam o tym, żeby zrobić sobie rok przerwy. Zając się swoimi sprawami. Jakoś wszystko poukładać.
- A co konkretnie masz na myśli? – w tym „poukładać” wyczułem zagrożenie dla mojej obecności przy Adzie, obecności w jej domu, w jej łóżku, w jej życiu. Zauważyła mój niepokój.
- Nic się nie martw – powiedziała siadając przy mnie. - To nie ma z Tobą żadnego związku.
- No dobrze. Jak w takim razie masz zamiar przeżyć kolejny rok?
- Mam jeszcze sporo pieniędzy. Do tej pory prawie nie ruszyłam tych z ubezpieczenia mamy. Przecież wiesz, że utrzymywałam się z korepetycji.
Ada rzeczywiście przez cały czas intensywnie zajmowała się udzielaniem korepetycji dzieciakom z pierwszych klas podstawówki. To były dzieci bogatych rodziców. Rodziców, którzy nie mieli czasu na to, aby odrabiać ze swoimi dziećmi lekcje, pokazywać literki, uczyć dodawania i tabliczki mnożenia.
- Będziesz przez cały rok udzielać korepetycji? – zdziwiłem się kolejny raz.
- Nie. Chciałabym pojechać do Rosji.
skomentuj (0)
No to tak, moi Państwo...
Opiszę tu to, co zamierzałem.
Chciałbym, aby ta historia stała się CZĘŚCIĄ książki. Jeśli uda mi się napisać książkę. To jest trochę trudniejsze niż pisanie bloga. To już konkretna, mozolna praca.
Poza tym postaram się, żeby ten blog nie składał się wyłącznie z odcinków serialu pod tytułem "Ada".
A przede wszystkim chcę Wam powiedzieć, że kontakt z Wami sprawia mi dużą przyjemność i chętnie będę się kontaktował dalej :)
Nie tylko po to żeby się wygadać. Bardziej dla niezwykłości zjawiska jakim są dla mnie te internetowe dzienniki.
Cynamonowa mgło, Marcinie, Uwodzicielko, Anhe - dziękuję Wam za dobre słowa. Cieszę się, że dobrze Wam się czyta.
Nieuleczalna - Tobie dziękuję szczególnie. Za ostatni komentarz, który podziałał na mnie niesłychanie mobilizująco.
skomentuj (2)
Daliście mi do myślenia swoimi komentarzami.
Zastanawiam się teraz czy nie zmienić trochę charakteru tego bloga. Może historia, którą zacząłem tu opowiadać (wierzcie mi, że to jest dopiero początek) nadaje się bardziej na książkę. I może to właśnie książkę - opartą na wspomnieniach - powinienem pisać?
Chciałem żeby ten blog był trochę inny niż większość w sieci.
Muszę podjąć decyzję w najbliższym czasie.
skomentuj (7)
Wiersz 2007-03-06 19:53:36
A teraz, kiedy gorączka wzrosła mi znów do 39 stopni, chciałbym udać się na zasłużony spoczynek. Dawno tyle nie pisałem, a to wyczerpuje.
Głowa mi pęka.
Dla Czytelniczek i Czytelników jeszcze tylko wiersz:
***
Zobacz,
są kręte drogi deszczu na szybie.
Odwracam się do ciebie i zaczynam pisać
urwanym wersem:
Ja - skóra
wiem jak się ginie pod lawiną obcych palców,
wiem - masz ciągle w oczach mgłę nieświadomości.
Ja - czujność
widzę, że Julia chce być wolna, więc umiera,
widzę - omijasz góry potłuczonych strof.
Ja - krzyk
znam dobrze lodowate uściski kamienia,
znam twoje słone zmarszczki od oczu do ust.
Teraz
Odwracam się od ciebie i wciąż jeszcze piszę,
że chcę czuć pod stopami
roztopiony asfalt.
Zgadnijcie kto go napisał.
Dobrej nocy!
skomentuj (5)
Pobiegła do łazienki. Nie było jej przez chwilę i w tym czasie dotarło do mnie po raz pierwszy co zrobiłem. Przypomniałem sobie własne słowa sprzed kilku godzin: „Nie umiem udawać, że nic mnie nie obchodzi to, co było miesiąc temu, ale już postanowiłem, że to się nigdy więcej nie powtórzy.” Ada wróciła do mnie owinięta ręcznikiem.
- Zobacz co mi zrobiłeś – pokazała otartą skórę na wewnętrznej stronie uda. – Powinnam cię zrzucić ze schodów, draniu.
- A jednak tego nie robisz.
- Sama nie wiem dlaczego.
- Może mnie takiego lubisz bardziej, co?
Ada uśmiechnęła się swoim najbardziej paskudnym uśmiechem.
- W ogóle cię nie lubię.
- To dlaczego mnie dręczysz?
- Dręczę? – zdziwiła się. – Ja ciebie dręczę?
- Tak. Od samego początku. Odkąd cię poznałem.
- Nie wiedziałam, że zrobiłam na tobie aż takie wrażenie – w jej głosie nie było już złości. Patrzyła z triumfem i wyniosłością udającej zdziwienie księżniczki.
- Ada, daj spokój, chyba zdążyłaś się już przekonać jak wpływasz na facetów.
- Nie raz – przez moment znów widziałem jej zakłopotanie. – Maciek, mógłbyś mnie teraz przytulić? – zapytała, a raczej poprosiła nieśmiało.
- Chodź – wciągnąłem rękę robiąc jej miejsce. Siedzieliśmy na podłodze oparci o kanapę.
- Przepraszam cię, Ada.
- Wstydzisz się, co? Taki mądry, duży Maciek. Taki wrażliwy humanista. A rzuca się na dziewczynę jak ostatni prostak.
- Wstydzę się.
Ada wstała i poszła do kuchni. Jej mieszkanie na strychu było bardzo małe. Składało się z jednego dużego pokoju i maleńkiej sypialni. Kuchnia była właściwie wydzielonym kątem. Zobaczyłem, że Ada wraca z butelką wina.
- To się napijmy – powiedziała podając mi butelkę i korkociąg. – Na trzeźwo mogę się z tobą pieprzyć, ale nie rozmawiać o poważnych sprawach.
- To nie świadczy o tobie zbyt dobrze – mówiłem wkręcając korkociąg. – Dlaczego ty taka jesteś?
- Jaka? - Ada ubierała się stojąc przy szafie. W luźnych dżinsach i podkoszulku usiadła obok mnie na podłodze. – Chodzi ci o to, że lubię seks? No lubię i co? Ty wolisz kobiety, które przed pójściem do łóżka odmawiają pacierz, a potem wszystko odbywa się po ciemku, pod kołdrą i zaciśniętymi zębami?
- Nie. Ja nie znam takich kobiet.
- Po prostu ty się we mnie zakochałeś, Maciek. I to nie ze mną jest coś nie tak. To ty nie chcesz się przyznać.
Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć. Nalałem nam wino do ciężkich szklanek, które przyniosła. Ada nie miała wielu potrzebnych rzeczy, nie miała na przykład kieliszków do wina. Dla mnie – niewybaczalne. Dla niej – nieistotny drobiazg.
- Zdrowie Ady! – powiedziałem podnosząc szklankę do góry. – Kobiety, w której się zakochałem.
skomentuj (1)
*** 2007-03-06 17:27:12
Czasami myślę, że to, co wtedy zrobiłem, zdarzyło się w jakimś filmie. Że to nie byłem ja – Maciek Cebula, ale zupełnie inna osoba. Tak musi wyglądać opętanie. Kiedy coś kieruje ciałem, niekoniecznie wbrew woli, raczej wbrew umysłowi. Ada mówiła, że to pierwotne instynkty, atawizmy. Do dziś nie wiem.
Ada pierwsza weszła do mieszkania. Sekundę po niej ja. Nie odrywając od niej oczu zamknąłem za sobą drzwi. Była odwrócona do mnie tyłem. Zrobiłem krok w jej stronę i sięgnąłem ręką do jej uda, podnosząc zielony materiał. Przesunąłem ręką po jej nodze bardzo mocno. Przestraszyła się.
- Co ty wyprawiasz?!
- Robię to, na co mam ochotę. Tak jak ty.
Teraz była odwrócona do mnie. Szybkim ruchem zgarnąłem zielone ramiączka sukienki. Opadły nisko, ale nie odsłoniło to piersi. Pomogłem sobie ciągnąc za materiał sukienki tuż przy dekolcie. Drugą ręką przytrzymywałem plecy Ady. Ona wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami.
- Maciek! Przestań! – próbowała się szarpnąć. Przeszło mi przez myśl, że to wygląda jak gwałt. To był jakiś strzęp myśli, prawie nie zwróciłem na niego uwagi. Czułem tylko skórę Ady pod swoimi palcami i bolesny ucisk w kroku. Wsunąłem rękę między jej nogi.
- Puść mnie – syknęła. Zrobiłem kilka kroków prawie ciągnąc ją przed sobą. Byliśmy w pokoju. Sukienka trzymała się tylko w pasie. Przeciągnąłem ręką po jej mokrych piersiach i skurczonych sutkach. Pogłaskałem szyję i policzek.
- Widzisz? Jestem taki jak wszyscy – powiedziałem jej do ucha. Już się nie broniła. Położyłem ją na podłodze.
Nie kochałem się wtedy z Adą. Raczej zaspokajałem swoją potrzebę. Trwało to może dwie minuty. Nie zdjąłem nawet ubrania, rozpiąłem tylko spodnie.
skomentuj (5)
Staram się teraz opisać coś trudnego.
Niedługo skończę i umieszczę tutaj.
skomentuj (7)
1) Takie pisanie ma dla mnie charakter terapeutyczny.
2) Nie lubię pisać do szuflady.
3) Ady nie ma już w moim życiu.
4) To, co pamiętam wylewam tutaj.
5) Lubię pisać.
A kontakt z blogami przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Nie sądziłem, że "poznam" tylu wspaniałych ludzi.
skomentuj (2)
* * *
[ Am & Layout4you ]
|
|
|
|